Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobowości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobowości. Pokaż wszystkie posty

“Codziennie myślę o dźwiękach, i nie wiem co musiałoby się zdarzyć, żeby to się zmieniło” - Wywiad z Radkiem Baranowskim (8/08/2019)

fot. Linda Parys


Radek Baranowski - multiinstrumentalista, producent, aranżer, dobry człowiek. Ten rok był szczególnie obfity w wydawnictwa z jego udziałem. Oprócz muzycznych działań z  Frankenstein Children, udzielał się muzycznie lub producencko w takich składach jak: Charlie Kilo, Monsieur Premiere, Kutera, Moongoat, Motorboats, Squid. Prywatnie mam przyjemność nazywania go swoim kumplem, choć ze względu na różne zajętości, na żywo spotykamy się raczej tylko w okolicznościach muzycznych. Thank God for the Internet! 👊
Spotkaliśmy się w sali prób i pracowni, czyli praktycznie w drugim domu, muzycznie zakręconego Radka z Frankenstein Children. Trochę sobie porozmawialiśmy od serduszka o motywacjach, zajawkach i o wrocławskiej scenie muzycznej.
Zachęcam do lektury :)
O: Kiedy poznałam Cię trzy lata temu, byłeś w zespole Black Street Noise, ale z tego co wiem zawiesiliście działalność. Obecnie jesteś pełnoprawnym członkiem zespołu Frankenstein Children i udzielasz się też w innych projektach. Generalnie gdzie nie spojrzę to tutaj gitarka, tutaj klawisze. Co możesz powiedzieć o tych projektach? Czemu tak krążysz między nimi? Czy to samo przychodzi?
R: Przychodzi samo. Jestem człowiekiem, który chce jak najwięcej działać. Lubię się bratać z ludźmi i kiedy ktoś potrzebuje ode mnie jakiejś pomocy muzycznej - zawsze chętnie jej udzielę. Sam też mam z tego radochę i też uczę się przy tym od innych.
O: Czyli każdy nowy projekt traktujesz jako wyzwanie, jako coś nowego, rozwijasz siebie…
R: Tak, tak. Jednak nie zawsze jest tak, że traktuję coś jako jakiś zobowiązujący projekt. Po prostu działam, bo chcę. Jeśli ktoś mnie poprosi, żebym coś nagrał, to (o ile dana rzecz mi się podoba) zrobię to. Tak samo w kwestii zagrania gdzieś, z kimś koncertu i tak dalej. Czasami są to większe przedsięwzięcia, czasem trochę drobniejsze, ale zawsze wyciągam z tego jakąś cenną lekcję. To też później może ewoluować w coś większego, w perspektywie dłuższego czasu. Kiedy zgadzam się, by coś dla kogoś zrobić, totalnie nie mam w głowie tego, co by mogło z tego wyniknąć w przyszłości. I potem mijają, na przykład, dwa lata i nagle się okazuje, że pojawia się grubszy temat.
O: Rozumiem. Nawiązała się jakaś relacja, ktoś Cię pamięta z poprzedniej współpracy.
R: Tak, dokładnie.
O: Dobra. A cofając się jeszcze bardziej w przeszłość – kim chciałeś być jak byłeś dzieckiem? Czy zawsze te marzenia były związane z muzyką?
R: Do ósmego roku życia myślałem, że będę badał przyrodę.
O: Hmm, okej…
R: Później zacząłem się łapać na tym, że coraz częściej frajdę sprawiało mi słuchanie muzyki i udawanie przed lustrem, że gram na instrumencie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to już jest znak, by zacząć coś w tym kierunku robić. Osobiście uważam, że zacząłem dosyć późno – mając trzynaście lat zacząłem grać na gitarze.
O: A w rodzinie był ktoś, jakiś wzór dla Ciebie? Czy po prostu tak to do Ciebie przyszło, jako nowe hobby?
R: Mam wujka, który coś tam gra na gitarze, dla przyjemności, ale chyba nigdy nie wiązało się to z potrzebą bycia artystą. Ja od samego początku czułem, że chcę pisać swoje utwory. Nie grałem dużo coverów w swoim życiu, praktycznie wcale. Zawsze skupiałem się na swoich rzeczach.
O: Mówisz o aranżach? Czy teksty też?
R: Nie, teksty nie. Miałem oczywiście jakieś tam próby jako młodziak, ale zaniechałem to. Niemniej jednak, nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa w tej kwestii.
O: Czyli oprócz planu jakim było zostanie badaczem przyrody, to ścieżkę kariery już sobie dawno wyznaczyłeś?
R: Tak.

fot. Ania Dobro

O: Teraz mam taki poważniejszy temat, mianowicie, gdybyś miał uszeregować i przyporządkować procentowy podział elementów takich jak: talent, szczęście, karma, dobra organizacja, cierpliwość, ciężka praca i mocny charakter; bo uważam, że są to czynniki, które składają się na sukces w branży muzycznej, to jakbyś to ustawił?
R: Wszystko po równo, z delikatną przewagą ciężkiej pracy. Jest bardzo ważna. W moim przypadku te czynniki się w miarę równoważą.
O: Dobra, czyli ciężka praca byłaby korzeniem. Jednak gdybyś nie miał talentu, nie trafił na dobrych ludzi, nie byłbyś dobry i ta karma by nie wracała, nie ćwiczyłbyś i nie miałbyś cierpliwości, to nic by z tego nie było, tak?
R: Tak jest.
O: Czyli to taka kulka mocy jest…
R: Dokładnie, taka kulka mocy. Wymagająca od człowieka wszystkiego po trochę.
O: A jaką cechę w ludziach najbardziej cenisz? Niby nie związane z tematem, ale w muzyce relacje międzyludzkie też są bardzo istotne.
R: Podczas współpracy najważniejszy dla mnie będzie chyba wspólny cel i konsekwencja w dążeniu do niego. A generalnie u ludzi to najbardziej cenię sobie szczerość i odwagę do bycia zdecydowanym na cokolwiek w stu procentach.
O: Rozumiem, żeby mieć główne założenie w życiu i każdą pomniejszą decyzją zbliżać się do założonego celu. Świadomie wybierasz w którą stronę skręcasz?
R: Tak. Nie zastanawiam się zbyt długo i staram się robić stanowcze kroki. Nie żałować, tylko wejść w to, co chcę na sto procent, bo, moim zdaniem, tylko wtedy to ma jakikolwiek sens.
O: No dobra, a czy odrzuciłeś kiedyś jakąś propozycję? Z tego co wiem, to zwykle ludzie Ciebie proszą o współpracę, a jest tego tak dużo, że chyba nie zawsze masz czas, żeby powiedzieć „Siema chłopaki, chciałbym z Wami zagrać”, bo ciągle masz co robić. Przynajmniej ja tak to widzę. Zdarzyło Ci się odrzucić coś, co Ci nie leżało?
R: Oczywiście, zdarzało się tak. Zawsze zdaję sobie sprawę z tego, ile w danym momencie mam czasu i kiedy jest go mało to później, przez chwilę, się na siebie złoszczę, gdy znowu wziąłem na siebie więcej niż planowałem. No ale taki już jestem. Chcę robić rzeczy!
O: Okej, czyli ta chęć jest silniejsza niż rozsądek?
R: Tak. Tym bardziej, gdy robię coś z moimi przyjaciółmi z różnych składów, które oboje znamy. 
O: Czyli naturalnie to od Ciebie wychodzi?
R: Tak jest.
O: Wspomniałeś o kapelach, które oboje znamy. Wiem, że nie jesteś z Wrocławia, ale jesteś już związany z tym miastem i z jego sceną muzyczna…
R: No chyba tak (śmiech).
O: W moim odczuciu tak, a podobno trochę na tej scenie się znam (śmiech)…
R: No w końcu jesteś ambasadorem!
O: Tak mówią, dziękuję. W takim razie co myślisz o wrocławskiej scenie muzycznej?
R: Obserwuję tę scenę bardzo uważnie i robiłem to zanim jeszcze się tu przeprowadziłem. Grając z BlackStreet Noise, nikt z zespołu nie mieszkał we Wrocławiu. Wbiliśmy się tak trochę znikąd. Zaczęliśmy wysyłać swoje rzeczy do ludzi i klubów z Wrocławia, bo w naszej małej mieścinie nie było perspektyw na rozwój. Już wtedy wiedziałem mniej więcej co się tu dzieje i jakie są zespoły, mimo że nie znałem tych ludzi osobiście. Po jakimś czasie tu zamieszkałem, a potem to samo zrobiła reszta składu BSN i od słowa do słowa, prędzej lub później - każdy z każdym zaczął działać. A przynajmniej tak mi się wydaje. Teraz Ci ludzie o których wtedy słyszałem, są moimi kolegami, często jest tak, że coś wspólnie robimy i to jest super. A wracając do wrocławskiej sceny. Zauważyłem, że są pewne środowiska. Różne ekipy, składające się z różnych artystów, którzy mają takie swoje ekosystemy, w których działają – wzajemnie się wspierają, pożyczają sobie sprzęt, grają wspólnie koncerty, nagrywają piosenki i tak dalej. To jest ekstra i myślę, że warto te środowiska jak najbardziej zintegrować. Uważam, że właśnie to się teraz dzieje i że w ostatnim czasie te relacje między różnymi lokalnymi artystami zaczęły się coraz bardziej zacieśniać. Pamiętam czasy, kiedy było kilka zaprzyjaźnionych zespołów i każdy myślał tylko o sobie, o swojej indywidualnej ścieżce.
O: Tak, szczerze mówiąc, ja tak samo wspominam muzyczny Wrocław przed kilku laty, że zawsze były jakieś trzy składy, które często się przewijały, ale nigdy nie miałam takie poczucia, że te zespoły znały się między sobą.
R: No właśnie! Teraz czuję się tak jakby powoli tworzył się jeden wrocławski zespół, jedna ekipa, która współdziała i zbiera coraz więcej ludzi. I oby było tylko lepiej!
O: Jasne, czyli pozytywnie patrzysz w przyszłość, że te relacje, które się zbudowały na wrocławskiej scenie będą tylko rosły w siłę?
R: Tak, dokładnie! Mam taką nadzieję. Jako człowiek dążę do tego, żeby pielęgnować takie rzeczy. Jeśli się coś dzieje, to niech tak będzie. Trzeba dać temu przestrzeń i czas – niech dzieje się samo.
O: Czyli jest lepiej na wrocławskiej scenie? Idzie ku dobremu?
R: Moim zdaniem tak.
O: Dobra, ten temat mamy przegadany. Wyczuwam – a właściwie znając Cię wiem -  że muza jest totalnie Twoim światem i wokół niej kręci się całe Twoje życie i czerpiesz z tego w każdej dziedzinie. Daje Ci to satysfakcję i wiążesz z tym swoją przyszłość zarobkową. Wydaję mi się, że w innej branży sam siebie chyba też nie widzisz.
R: Zdecydowanie nie.
O: Jak oboje wiemy, jest to dość ciężki kawałek chleba. Chciałam zapytać czy miałeś kiedyś chwile zwątpienia albo załamki, zastanawiałeś się, czy na pewno warto iść w to dalej?
R: Nigdy nie miałem.
O: Nigdy?
R: Nigdy.
O: Wynika to bardziej z Twojego usposobienia, czy po prostu nigdy nie zdarzyło się coś, co pozwoliłoby Ci zwątpić?
R: Zdarzyło się wiele rzeczy, które mogłyby sprawić, że zwątpię. Jestem po prostu bardzo upartym człowiekiem. Już dawno się pogodziłem z tym, że to będzie długa droga, ale udało mi się poukładać wszystkie życiowe obowiązki i plany tak, że mogę to robić [tworzyć muzykę] w takim wymiarze czasu, w jakim chcę i potrzebuję. 
fot. Linda Parys

O: Fajne jest to, co mówisz, bo wychodzi na to, że to co szanujesz w innych osobach i za co je cenisz - sam to masz. A czy masz w głowie założony plan, gdzie będziesz za 5 lat?
R: Nie mam konkretnego planu, ale wiem, że na pewno będę robił muzykę. Nie wiem, co musiałoby się zdarzyć, żeby to się zmieniło.
O: Oby nic!
R: Dokładnie, oby nic!






Monika Kowalczyk – zwyczajnie niezwykła dziewczyna



Monikę miałam okazję poznać kilka lat temu na Festiwalu FAMA w Świnoujściu (miejscu dla mnie ważnym, bo poznałam tam przez wiele lat przynajmniej jedną trzecią moich obecnych znajomych). Chyba żadna z nas nie pamięta naszego pierwszego spotkania, ale nie w tym rzecz. Z tamtych czasów pamiętam Monikę jako skromną, nieśmiałą dziewczynę z gitarą, która śpiewała, nie bezpośrednio, ale jednak o Bogu i jak mi się zdawało dla Boga. Wtedy nie do końca "łapałam" ten przekaz, może nawet myślałam, że nie jest nam ze sobą po drodze. Minęło trochę czasu, znowu spotkałyśmy się na wcześniej wspomnianym Festiwalu – Monika była jakaś odmieniona i nie chodziło tylko o zmianę wyglądu (choć wiadomo, że kiedy dziewczyna ścina włosy symbolizuje to zmiany w życiu). Zaczęłam ją postrzegać inaczej, a jej występ na tyle mnie zaciekawił, że zapragnęłam powiększyć swoją kolekcję płyt o jej EP-kę. I od tego momentu dużo się zmieniło. Były dni, że zapętlałam jej wydawnictwo "Piosenki" a cytaty z jej utworów zostały w mojej głowie, i spokojnie mogłyby przejść do uzusu. Na przykład wers "życie, to nie kura samograjka, znosząca złote jajka, jak nam przekazują w bajkach". Niby oczywiste a jakie odkrywcze. Teksty refleksyjne, ale paradoksalnie napawające wielkim spokojem i nadzieją. Rzecz jasna nadal słychać w nich odniesienia do wiary chrześcijańskiej, jednak to dobrze – bo sprawia, że są autentyczne, a dla odbiorcy mają moc uniwersalną. Tak jest w moim przypadku. Pamiętam, że niedawno, kiedy miałam gorszy czas w życiu, słuchając piosenki "Gabriela" zaczęłam płakać. Nie chcę zabrzmieć patetycznie, ale było to pewnego rodzaju katharsis. Natomiast nowym singlem "Te twoje sukienki" Monika po prostu rozbiła bank!




To wręcz magicznie jak swoim spokojem i krystalicznym głosem potrafi dodać odwagi i otuchy. Odnoszę też wrażenie, że jej samej śpiewanie w jakiś sposób dodaje siły. Jeśli to nie jest moc muzyki, to nie wiem co nią jest?! Mam to szczęście znać Monikę również prywatnie, w sierpniu (podczas Summer Camp TBM 2019, o tym wydarzeniu też powinien powstać tekst!) na 10 dni stałyśmy się nawet współlokatorkami w domku kempingowym. Piszę o tym głównie dlatego, że miałam już okazję kilka razy "przejechać się" na muzykach, których ceniłam, bo ich wizerunek sceniczny w rzeczywistości mocno odbiegał od tego jakimi byli ludźmi. W przypadku Moniki na szczęście tak nie jest - to naprawdę dobra i szlachetna osoba, a to swoje dobro i światło przenosi na scenę i przekazuje słuchaczom! Ale nie bójcie się, nie jest to postać posągowa, ma też świetne poczucie humoru i dystans do swojej osoby. Czasem tylko za mało w siebie wierzy, ale w tym akurat możecie pomóc – słuchajcie jej muzyki, doceniajcie to co robi :)

Monika Kowalczyk - Spotify
Monika Kowalczyk - Facebook
Monika Kowalczyk - Instagram
Monika Kowalczyk - YouTube

Choć wszystko co wyżej napisałam jest szczerą prawdą, to chciałabym teraz oddać głos Monice i dać jej szanse na rewanż albo sprostowanie moich spostrzeżeń – czas ma sekcję Pytania, które chciałabyś aby Ci zadano:

1. Przypuśćmy, że możesz nagrać duet z kimkolwiek chcesz. Kto by to był? 
London Grammar, Krzysztof Zalewski. Ale - powiedzmy sobie szczerze - marzy mi się duet z każdym wykonawcą, którego słucham. A trochę ich jest :)

2. Jeśli nie muzyka, to…
Nie wiem do końca. Całe szczęście nie spotkało mnie jeszcze ultimatum porzucenia muzyki na dobre. Może aktorstwo, teatr? A jeśli nic artystycznego, to… naprawdę nie wiem.


3. Czy „Te twoje sukienki” otwierają coś w rodzaju nowego rozdziału w Twojej twórczości?
Tak myślę, mam taką nadzieję. Droga, którą „sukienki” wyznaczają, jest drogą, którą chcę dalej iść. Może się to wydawać przybraniem nowej twarzy, ale ta część mnie zawsze chyba istniała; przez długi czas schowana. Teraz wychodzi na światło dzienne.  


4. Patrzysz na stare zdjęcia, a tam… 
Monika z dawnych lat jest dla mnie nawet nieco obca. Trochę (a może zupełnie) zakompleksiona, schowana, bojąca się wykonać jednego ruchu ręką na scenie. Nadal nie jest jakoś wspaniale jeśli chodzi o moją wiarę w siebie, ale na przestrzeni ostatnich lat widzę sporą przemianę wewnętrzną.


*Polecam również Waszej uwadze tekst (bardziej profesjonalny, oczywiście) o twórczości Moniki autorstwa moich przyjaciół z poznańskiego portalu GŁOŚNIEJ, tutaj link:
https://glosniej.com/monika-kowalczyk/


Monika Kowalczyk – urodzona w Lublinie songwriterka, wokalistka, autorka tekstów, kompozytorka. >> 24.04.2017r. premierę miała jej debiutancka płyta (EP), którą artystka wydała własnym sumptem. Koncertuje w całej Polsce. Jest laureatką ogólnopolskich festiwali, m.in. Grechuta Festival Kraków i Festiwalu FAMA w Świnoujściu.

This is a protest...life

 Przychodzą takie dni, masz dość, chociaż nie wiesz czego. Wszystko, każda najmniejsza rzecz staje się  zbyt trudna i wymaga zbyt wiele energii. Czas przecieka Ci przez palce i nie potrafisz go zatrzymać, choćby na najkrótszą chwilę. Wtedy przychodzą myśli- co poszło nie tak? Nie wydarzyło się przecież nic spektakularnego. Dzień po dniu, dzień po dniu, dzień... no właśnie. Stop, kropka, wykrzyknik! Czy to nie tutaj leży problem?
Czasem myślę sobie, że aż wstyd się przyznać ile czasu zajęło mi zrozumienie tego problemu. A to przecież tak banalne. Tak łatwo zagubić się w życiu jeśli stracisz TEN punkt na horyzoncie. Przestajemy istnieć  w swoich własnych maskach. Chcemy być perfekcyjni, utalentowani i wyjątkowi. Żeby każdy dzień wyglądał jak prosto z Instagramowego profilu. W tym momencie właśnie pojawia się zaskoczenie – życie tak nie wygląda! A gdyby tak przestać grać i zacząć żyć swoim życiem? Czy tak w ogóle można? Okazuje się , że owszem, jest to całkiem wykonalne. 
A dowiedziałam się tego między innymi za sprawą mojego spotkania z Derekiem Zanettim i jego projektem The Homless Gospel Choir.

Szczerze mówiąc początkowo nic nie wskazywało na to, że będzie to chwila, która zapadnie mi szczególnie w pamięci. Przyjechałam na koncert innego zespołu. Nawet nie do końca wiedziałam, że będzie jakikolwiek support ani kto go zagra. Nie wszystko pamiętam z tego wydarzenia, w końcu minęło już od niego 5 lat (!). Ale doskonale pamiętam emocje, jakie mi towarzyszyły. Na początku zdziwienie. Derek wszedł na scenę sam, z jedynym instrumentem – akustyczną gitarą. Przez krótki moment sądziłam, że to dalsze próby nagłośnienia. Nie żeby to był koncert filharmoników wiedeńskich, ale nawet jak na standardy punk rockowego koncertu wyglądał raczej jak członek ekipy technicznej, niż muzyk. Później było tylko więcej konsternacji. Używając kilku akordów i prostych słów powiedział więcej niż wszyscy ci „mądrzy” ludzie z telewizji i innych źródeł masowego przekazu. Każdy nowy utwór poprzedzało stwierdzenie „This is a protest song” i kilka słów o inspiracji do jego powstania. A sposób, w jaki Derek opowiadał o swoim życiu, problemach, rzeczach z którymi się nie zgadza i tych, które pomogły mu odnaleźć siebie sprawiały, że każdy ze słuchaczy czuł się częścią jego zespołu. Ja osobiście byłam w ciężkim szoku jak bardzo odważnym trzeba być człowiekiem, żeby wyjść na scenę i nie ukrywając niczego opowiadać o swoich słabościach. W końcu każdy z nas stara się je schować przed światem jak najgłębiej. Ale taka jest właśnie muzyka The Homless Gospel Choir, prawdziwa do bólu. Z tej szczerości powstała na koncercie niesamowita więź między Derekiem a publicznością. Najlepszym tego przykładem był moment, kiedy postanowił zejść ze sceny i grać między ludźmi, bo wszyscy byliśmy w tamtym momencie równi sobie. Nie znam drugiego człowieka, który z taką dawką humoru mówiłby o rzeczach tak ważnych i tak trudnych jak depresja, alkoholizm, nierówności społeczne i brak tolerancji. Z relacji innych wiem także, że nie tylko ja wyszłam z klubu tamtego wieczoru z przeświadczeniem, że nie tylko mam prawo, ale i obowiązek mówić głośno o tym, z czym się nie zgadzam.    

Właśnie dlatego dla mnie muzyka to nie tylko przyjemna forma spędzania wolnego czasu. To przede wszystkim filozofia i sposób na życie. Dzięki niej poznałam ludzi, takich jak Derek, którzy w znacznym stopniu uformowali mój sposób postrzegania świata. Nie dlatego, że przejęłam czyjś punktu widzenia, ale dlatego, że dzięki nim odkryłam, że mam swój własny. I wszystkim życzę spotykania na swojej drodze takiej inspiracji do bycia lepszą wersją, ale siebie, nie innych.

Well you came here with nothin'
So that's how you'll go
No money, no cars, and no fancy clothes
There were tears when you got here
And tears when you leave
And I might not know much
But this I believe

IKSY – idzie nowe, będzie więcej luzu i chaosu!


Zespół Iksy znam od sierpnia 2018. Najpierw o nich usłyszałam, następnie byłam na ich koncercie na plaży, a potem zapragnęłam ich poznać. Ot, cała historia! [Wszystko miało miejsce podczas Festiwalu FAMA 2018 w Świnoujściu] Okazało się, że moje przeczucia się sprawdziły i są to bardzo spoko ludzie, jednak w tym tekście chciałabym się skupić na ich twórczości – czyli na tym, co chwyciło mnie za serce i sprawiło, że nadal mile wspominam tamten wieczór na świnoujskiej plaży (mimo że było dość chłodno i daleko od cywilizacji!)

Ich muzyczna historia również jest dość ciekawa. Jak głosi internetowa wieść, grupa (bo jeszcze nie zespół) powstała w 2016 roku na potrzeby szkolnego konkursu. Agata i Radek zaczepili na korytarzu chłopaka ze skrzypcami i tak powiększyli swój skład o Filipa. Jak  to w życiu bywa z przypadku zrodziło się coś trwałego i tak wspólnie muzykują już 3 lata, a nawet po drodze powiększyli skład zespołu do pięciu osób – zapraszając do współpracy Piotra i Jakuba. Dla Agaty jest to pierwsza w życiu profesjonalna przygoda z muzyką, a pełni w zespole rolę wokalistki i autorki tekstów, więc to nie lada wyzwanie! Na szczęście ma w zespole kolegów, którzy grali wcześniej w innych składach i są już nieco obyci z muzycznym światkiem.

Gatunkowo? Ogólnie mogłabym powiedzieć , że jest to dobry pop z domieszką innych gatunków, które akurat grają w duszy członkom zespołu. Sami o sobie mówią, że grają „mniej chamski pop”, lecz nie lubią kiedy ludzie ich szufladkują. I faktycznie nawet w obrębie kilku utworów, które znajdują się na poszczególnych EP-kach zespołu – „Obrzeszki” (2016) i „Jesienią” (2018) można pokusić się o wyliczenie kilku stylów muzycznych, ale czy to takie ważne? W ich muzyce na pewno słychać fascynację i zabawy słowne językiem polskim, oraz liczne odniesienia literackie a w szczególności poetyckie – właściwie na każdym ich wydawnictwie znajduje się muzyczne opracowanie jakiegoś wiersza. Być może właśnie dlatego tak mocno podbili moje filologiczne serduszko? Jest to materiał autorski, ambitny i błyskotliwy. Osobiście urzeka mnie wokal Agaty, w którym słyszę szczerość i wrażliwość na otaczający nas świat. Głos wokalistki jest osadzony w przemyślanych i niekonwencjonalnych melodiach, które mam nadzieję spodobają się również Wam. Teksty zdecydowanie są „o czymś” i można je nazwać nieoczywistymi, więc dajcie sobie czas, aby przy kolejnych odsłuchaniach danego utworu wysłyszeć wszystkie zabiegi stylistyczne i sztuczki językowe.


W ramach sekcji „Pytania, które chcielibyście, aby Wam zadano”, oddaję teraz głos Iksom:

1. Jakie są nowe Iksy?
Świeższe, żywsze, weselsze i mocniejsze. Możemy zdradzić, że mały chaos jest motywem przewodnim nowej płyty, która będzie czymś, czego chyba nikt się po Iksach nie spodziewał. Już pierwszy zaplanowany singiel będzie zupełnie inny. Na nowym albumie będzie bardzo różnorodnie, to możemy obiecać!

2. Co dało Wam poszerzenie składu?
To dało nam możliwość kombinacji, paradoksalnie, większa ilość muzyków i instrumentów nie spowodowała muzycznej duchoty. Większy skład dodał do tej muzyki powietrza, którego tak bardzo brakowało. Zrobiło się po prostu luźniej. Z innego punktu widzenia, dodaliśmy do tej muzyki pulsu, jest o wiele rytmiczniej. Tego bardzo nam brakowało, gdy graliśmy w trójkę.

3. Z czego czerpiecie inspiracje na nową płytę?
Inspiracje czerpiemy z muzyki samej w sobie, ale trochę też, tak jak to było na poprzednich płytach, również z literatury. Teraz na płycie będzie się znajdował wiersz - „But w butonierce” Bruno Jasieńskiego, możemy to zdradzić, ponieważ gramy ten utwór na koncertach. Ten wiersz ciągnie się za nami od liceum. I to jest też taka mała tradycja, bo na każdej płycie jest jakiś wiersz, który odbił piętno w naszej głowie. Dla mnie [Agata] to był ważny wiersz, mnie się podobał od początku. Jeśli chodzi o inspiracje muzyczne, to dotychczas np. na EP „Jesienią” byli to: Damien Rice, SDM, czy solowa twórczość Piotra Roguckiego. Na nowej płycie będzie można usłyszeć echa twórczości takich wykonawców jak: LemON, The Dø, Czesław Śpiewa, a nawet Johna Frusciante.

4. Jakie idee za sobą niesiecie?
Idea jest wielowymiarowa, bo nie jest tylko typowo muzyczna, ale też światopoglądowa. Dla nas już sam skład zespołu i jego funkcjonowanie nie jest przypadkowe! Nie ma przypadków, nie ma muzyków sesyjnych, nie gramy nigdy z zastępcą. Po prostu zawsze musimy być w pełnym składzie. Tutaj chodzi o energię między ludźmi, przyjaźń i nasze relacje pomiędzy sobą. Na nowej płycie będzie słychać wszystko – to, że się bawiliśmy, że się kłóciliśmy, że to wszystko było nagrywane w jednym, małym drewnianym domku na Słowacji. Chodzi o to, żeby wytrzymać ze sobą, bo granie koncertów, nagrywanie, robienie muzyki wiąże się z dużą ilością czasu spędzanego razem. Trochę jak rodzina, więc musimy się też lubić, żeby to wszystko miało sens. No a jak się nie znamy i się nie lubimy, to wtedy wszystko odbija się na muzyce. Mówiąc z innej perspektywy – ta muzyka to jest bardzo mocne uzewnętrznienie się i tu nie ma miejsca na nieszczerość. Mamy na myśli, że materiał, który nagraliśmy jest naszą wizytówką tego okresu. Już nigdy nie nagramy niczego w tym stylu, pójdziemy dalej, najpewniej zupełnie gdzie indziej. Mamy wrażenie, że nie będzie to album łatwy, ale nie taki miał być. Nie chcemy, żeby muzyka szła w stronę miałkiego, nijakiego produktu. Nasz przekaz, to jest nasz świadomy wybór.

Polecam również Waszej uwadze wywiad z zespołem z sierpnia zeszłego roku, który znajdziecie na blogu Głośniej, aby dowiedzieć się więcej o zmianach zachodzących w zespole – zarówno w warstwie personalnej jak i muzycznej.

Premiera nowej płyty pod koniec września! Jeśli tekst i historia zespołu Was zaintrygowały to odsyłam Was na Spotify, gdzie możecie posłuchać utworów nagranych jeszcze w trio i już w powiększonym pięcioosobowym składzie!
Mam też dobrą wiadomość, Iksy już niedługo, bo 31 maja zagrają koncert w Alive we Wrocławiu, a jak wiadomo nową muzykę najlepiej poznawać podczas koncertu na żywo!
link do wydarzenia


Skład zespołu:

Agata Duda - wokal, ukulele, teksty                                   
Radek Kasprzycki - gitary
Filip Bojdoł - skrzypce
Jakub Kasprzycki - bas
Piotrek Harazin - perkusja